Hej :) wróciłam ze szkoły pędem myśląc już nad treścią rozdz 2. I mam! Oby wam się spodobało :) A 1 rozdz? co o nim myślicie? Sądzę że to udany materiał. Ale o gustach się nie dyskutuje :)) Więc biore sie za pisanie :P
Rozdział 2
W moim radiu rozbrzmiewał "Imagine" Johna Lennona, podczas gdy ja szykowałam się do szkoły. Nie spieszyłam się. Wręcz moje tempo było wolniejsze niż zwykle. Zakładając moje conversy spojrzałam kątem oka na zegarek. Na nim wielkim krwisto czerwonym kolorem wypisane było 7.40. Krzyknęłam niczym kobieta z horroru, pędem sięgnełam po torbę i wybiegłam z domu. Mimo wcześniejszego zachowania szłam normalnym tempem. Podeszłam pod stoisko Starbucksa, pod którym jak codzień stały te same osoby. Jakaś babka z córką w koszulce Hannah Montana, Ralph Carteson z "Fast beauty", jakiś facet o wyglądzie mężczyzny z reklamy "Coler toothpaste" i Stacy z 3b. Stanęłam za Ralphem i czekałam na swoją kolej. Wkońcu usłyszałam:
- O Julie, już myślałem że zaspałaś! - To był Luke Perrston ze stoiska Starbucksa. - To co, stały zestaw?
- Hej Luke. Tak, nie zmieniam moich upodobań na dzień dzisiejszy. - Odrzekłam odbierając od niego torbę z czekoladowymi Donutsami i Latte Macciatto. Znał mnie dobrze. Wkońcu bywałam tu minimum 5 razy w tygodniu.
Odeszłam od stoiska. Spojrzałam na mojego blacckberry. Pisało na nim 7.50. Szybko gwizdnęłam po taksówkę, które wręcz biły się aby do mnie podjechać. Wsiadłam do pierwszej lepszej, podałam adres i nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Rzuciłam facetowi 5 dolarów i wysiadłam. Przedemną był wielki budynek z tabilcą na której pisało "George Washington high school". Widok ten był mi przeraźliwie znany. Weszłam do środka. Wokół mnie był kolejny dobrze znany widok. Żółto - Niebieskie szafki, całujące się pary, plakaty i afisze z tekstami w stylu " Go buldogs!","Vote for Lily Spacys" albo "Michael Maller 4 president". Moja szafka była dokładnie po środku korytarza. Podeszłam do niej wyłorzyłam niepotrzebne książki z torby i sprawdziłam stan mojego wyglądu w małym lustrze z "4 your house".
- Julie!!! Julie! Julieeee!! - ten lekko piskliwy głos akurat lubiłam. I dobrze znałam. Spojrzałam w prawo, a tam pomiędzy 2 metrowymi koszykarzami przedzierała się niewysoka brunetka w wielkiej koszulce Beatels'ów. Już po głosiku wiedziałam że to Kim. Moja najlepsza przyjaciółka. Gdy już dotarła do mnie powiedziała - Hejj!!
- Hej. Nie uważasz że przedzieranie się przez tych wielkoludów nie jest nieco niebezpieczne? - zapytałam z uśmiechem
- Życie to ciągłe ryzyko - odpowiedziała śmiejąc się. Właśnie za to ją lubiłam. Każdą sytuację potrafiła obrócić w żart. Ruszyłyśmy w stronę sali fizyki. - No to co tam?
- Nic. Mama idzie na randkę z Andrew z Quilly Market. Wiesz ten brunet od darmowych snikersów.
- Ouu. Czyli poszukiwań mężczyzny ciąg dalszy?
- Tak. I niestety przyznaję, że idzie jej to dużo lepiej niż mnie. Ja mogę pochwalić się jedynie tym, że Luke ze Starbucksa wie co zawsze zamawiam.
- Zawsze coś. Choć z tego co wiem niedawno zerwał z dziewczyną. Pozatym jest całkiem niezły. Do tego już po maturze. Nie widze zastrzeżeń.
- Za to ja tak. On jest tylko moim kumplem. Pozatym nigdy nie spotkałam się z nim naprawdę. Zawsze widuję go zza lady.
- No cóż. Jak chcesz, ale jeśli na balu maturalnym zamierzasz być jedyną samotną dziewczyną to spoko.
- Kim, do balu maturalnego jeszcze 6 miesięcy. Pozatym nie jedyną. A ty? Chyba Cody wyjechał z miasta? Choć dawno już z nim zerwałaś. Miejmy nadzieję że spotkamy jeszcze kogoś kto wart jest naszej uwagi.
- I w to wierzmy. - dodała Kim wchodząc do sali.
Razem z nią zajełyśmy ławki po środku klasy. Z tyłu oczywiście Rebecca Lestersson całowała się z najprzystojniejszym chłopakiem w całej klasie - Jackiem Dennellem. Spojrzałam na nich przez ułamek sekundy. Nagle rozbrzmiał dzwonek. Do klasy wszedł pan Greason. Fizyka była niezwykle nudna. Greason kazał nam zrobić masę zadań w zeszycie a sam zaczął poprawiać nasze wczorajsze sprawdziany. Zrobiłam zadania dość szybko, może dlatego że były bardzo proste. Lub dlatego, że dlatego że fizyka była dla mnie prosta. No może tak w 70%. Ogólnie moje oceny były przyjazne jak to nazywa pani Rowielld od algebry. Ale nie nudziłam się. Bo moje dzieło z dzisiejszej lekcji fizyki to:
3 powody dlaczego ja i Luke nigdy nie będziemy razem.
1. Traktuje mnie jak małolatę.
2. Jedyne co o nim wiem to że nazywa się Luke Perrston i pracuje w Starbucks.
3. Nie znam go. A co jeśli okaże się że jest chamskim pedofilem, a ciepły i miły charakter to tylko "maska" do pracy.
Najbardziej w nich niepokoi mnie ich liczba. On jest tylko moim znajomym. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. A nóż, okaże się że ma dziewczynę i są szczęśliwi. Nie byłabym skłonna i nawet nie chciałabym im tego psuć. Rozbrzmiał dzwonek. Wszyscy zerwali się z krzeseł i zbierali podręczniki. Kim podeszła do mnie. Razem ruszyłyśmy w stronę szafek. Położyłam na półce podręcznik do fizyki i zabrałam książkę do algebry. Kupiłyśmy razem coca colę w maszynie obok i przysiadłyśmy na schodach do szkoły. Wokół były różne osoby. Znałam z nich jakieś 80%. Niestety kilka stopni niżej siedziała Rebecca z Jackiem. Obie zgodnie nie miałyśmy zamiaru oglądać ich aż za bardzo wymownych czółości więc przesiadłyśmy się. Otworzyłyśmy cole i zaczęłyśmy się rozkoszować długą przerwą.
Ahh. Palce mnie bolą ale jestem zadowolona. Jest niezłe jak dla mnie rzecz jasna :) Wstępnie niewiem ile będzie rozdziałów ale zapowiadam - sporo. Mam dużo pomysłów na perypetie Juliett. Więc bądźcie czujni - następny rozdział już niebawem! Do zobaczenia! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz