wtorek, 15 lutego 2011

Rozdział 4

Znowu długa nieobecność. Przepraszam was. Drugi dzień szkoły dziś, a ja przez ferie nic nie napisałam! Dziś postaram się to nadrobić. Jak zauważyliście zmieniłam wygląd bloga. Nie wiem jak wam ale ten bardziej mi podchodzi :P Jest weselszy XD Znalazłam to zdjęcie i gdy je zobaczyłam coś mnie kopnęło mówiąc "Daj to na bloga!" ;) No i prosze voilla. Post nie za długi, ale mam nadzieję ciekawy :P Nim zacznę chciałabym dedykować ten post mojemu kuzynowi :) Wspomniałam o nim w prologu 3 rozdz. Obiecałam, że mu zadedykuję więc dotrzymuję słowa.


Rozdział 4
Odkąd pamiętam przyjaźnie się z Kim. Poznałyśmy się w przedszkolu, gdy wychowawczyni nakrzyczała na mnie za zmoczenie się w spodnie, a Kimberly stanęła w mojej obronie. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączne. Zawsze kochałam u niej nocować. Wygłupiamy się, my na jej konsoli Wii w zwariowane gry, przeglądamy cały nakład Vogue'a, Glamour i Elle z 4 ostatnich miesięcy, oglądamy ukochane filmy i wyjadamy całą zawartość jej lodówki zostawiając jedynie sok z dyni i serki "Lousbet" pana Richarda. Ale dziś było inaczej. Nie mogłam się skupić na niczym. Nawet w grze "Dancing championship" tańcząc na matach, w której zawsze pokonuję wszystkich. Gdy Kim poprosiła mnie o zrobienie popkornu w mikrofalówce spaliłam go na amen, przez nieuwagę nastawiąjąc go zamiast na 3 minuty to na 10 minut. Przez 15 minut usuwałyśmy swąd spalenizny z jej kuchni. Wciąż przed oczami miałam wizję Luka i Rebbecki całujących się pod drogerią Sephory na Times Square. Czy to była zazdrość? Nie gdzie tam. Żeby być zazdrosnym trzeba kogoś kochać prawda? A ja do Luka nic nie czułam. Nic a nic. Ktoś mówi Luke ja mówię kto. Ale coś mnie przebiegło. Wtedy gdy na nich patrzyłam poczułam dziwną falę. Bardzo dziwną.
Muszę wreszcie o tym zapomnieć.
Kim podeszła do mnie i zapytała:
- Ej Jul dobrze się czujesz ? Bo normalnie nie spalasz mi mikrofalówki. Co się stało? Gadaj ale już. - Przed nią nic niedało się ukryć. Powiedzieć nie powiedzieć? Kim to moja najlepsza przyjaciółka ale z drugiej strony jeśli powiem jej cosię stało będzie wysuwała hipotezę iż fala była oznaką zazdrości i bólu, co oznacza.. sami wiecie co, a ja nie miałam już siły ani ochoty walczyć z tą falą. Poprostu powiem i tyle.
- Wtedy.. Wtedy kiedy staliśmy na światłach... widziałam... - Ja nie mówiłam. Ja dukałam. Czy to oznaka aby zostawić to dla siebie? Wątpię. Więc dukałam dalej.- Luka..Luka całującego się z ...z.. - To było jak zatwardzenie słowne. Każdy wyraz był trudny do wypowiedzenia ale ten ostatni, to imię nie chciało ze mnie wyjść za żadne skarby. - Rebbeccą
Kim zamurowało. Dosłownie i w przenośni. Siedziała na barowym krześle przed ich ladą kuchenną jak pomnik. Na twarzy miała "Poker face". Trudno było w tym odczytać zdziwienie, szczęście, strach czy nawet zakłopotanie. Wreszcie po jakichś 5 minutach grobowej ciszy powiedziała:
- Co? Niewierze. Poprosu nie wierze. Nie przyjmuję do wiadomości tego iż ona Rebbecka Lessterson całowała się z Lukiem Perrstonem.
- No to lepiej uwierz. Ale najgorsze jest uczucie którego wtedy doznałam. - Opowiedziałam jej dogłębnie i ze szczegółami wszystko o dziwacznej fali. Ku mojemu zdziwieniu nie pisneła słówka o zadurzeniu. Wysunęła zato bardzo kuszącą propozycję.
- Słuchaj jest wiele wyjść. A może poprostu przewidziało ci się? Zapomnijmy o tym . Przynajmniej do jutra.
- Może masz rację. Możę to ktoś inny poprostu przypominający Rebbeckę? Nie rozpamiętujmy już tego tylko cieszmy się weekendem.
- Dokładnie. Chodź, obejrzymy "Grease" - Kimberly pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła do jej pokoju. U niej oglądałyśmy film. Choc oglądałąm ten film po raz 234 i pomijając iż znam go na pamięć i tak go kocham. Zresztą tak jak pozostałe, które wypożyczyłyśmy. Po "Grease" przyszedł czas na "Pulp Fiction" potem na "Flashdance który okazał się być całkiem fajny, a na końcu "Dirty Dancing". Gdy rozbrzmiewał końcowy utwór "The time of my life", a my wyjadałyśmy 4 popcorn usłyszałyśmy wołanie:
- Hej dziewczyny chcecie moje omlety a'la richardson?- to tata Kim. Osobiście kocham jego omlety. Za każdym razem nam je robi i dalej je uwielbiam.
- Ja z grzybami i serem! A ty Jul?
- Standard, ser szynka pomidor!!
- Już się robi. - Nie dość, że pan Richard robi najlepsze omlety to jeszcze robi je w przeciągu 2 minut a zawsze są dopieczone. Ahh.. Razem z Kimi delektowałyśmy się przysmakami jej taty. Gdy nagle zadzwonił telefon pana Richarda. On akurat wynosił śmieci. Kim pobiegła po telefon i przyniosła Richardowi. Wracając do stołu niosła zdjęcie któremu uważnie się przyglądała.
- Jul, spójrz na to zdjęcie. - Powiedziała podając mi małe bardziej zdjątko nie zdjęcie. Spojrzałam na nie
poczym kawałek omleta utknął mi w gardle. - Gdy wyciągałam telefon to wypadło z jego portfela.- Kim spojrzała na mnie pytającym wzrokiem pełnym dziwnego lęku. Na zdjęciu był Richard przytulający moją matkę! Ale to nie było współczesne zdjęcie. Oboje byli młodziutcy mieli może 23 lata. Jeszcze bardziej przerażające było to co oboje trzymali wrękach i na co patrzyli z miłością. To było dziecko. Dziecko jak dziecko. Małe ciemne włosy. Ale było otulone kocykiem. Moim kocykiem w którym jak opowiadała mama przenosiła mnie ze szpitala. Zdjęcie było robione w szpitalu. Wszystko wskazywało na jeden potworny do pomyślenia fakt. Czy..? Nie. Napewno nie. Mama by mi powiedziała tak?
- Julie przecież my tu się wprowadziliśmy kiedy miałam 3 latka. Tata już z nami był. To niemożliwe. O co tu do cholery chodzi.
- Spokojnie Kim. Musi być racjonalne wytłumaczenie. Skąd wiesz że to ja?
- Bo tylko ty miałaś taki kocyk! Sama mówiłaś co mama ci opowiadała!
- Dobrze więc może. Ale nie mamy teraz do tego głowy. Choćmy do pokoju pujdźmy spać rano napewno wszystko się rozjaśni.
- Oby. Bo nie chce myśleć o jednym nasuwającym się scenariuszu.. - poszłyśmy do pokoju, położyłyśmy się. Słychać było tylko cichy szloch Kim...


Proszę bardzo .Mnie się podoba . Następny niebawem.